HomeResourcesSabbath School quarterly

Droga do Emaus

10/06/2026

Dwaj uczniowie przeżywali huśtawkę emocji, wspominając wydarzenia kilku ostatnich tygodni oraz słowa, które zapamiętali. Myśleli o triumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy i oczyszczeniu świątyni z handlarzy. Wiedzieli, że Jezus obchodził Paschę ze swoimi uczniami, a potem modlił się w Getsemane. Tam też został zdradzony przez Judasza. Potem osądzono Go, wyszydzono i pobito. Myśleli o tym, jak został przybity do krzyża, i o Jego ostatnich słowach wypowiedzianych przed śmiercią w piątkowe popołudnie. W mieście rozeszła się wieść, że gdy Jezus umarł na Golgocie, zasłona wewnątrz świątyni została rozdarta niewidzialną ręką. Nastąpiło także trzęsienie ziemi i otwarły się groby wielu sprawiedliwych. Potem zdjęto ciało Jezusa z krzyża i złożono je w grobie, zanim nastał szabat. Umysły uczniów wypełniły przygnębienie, zniechęcenie i wątpliwości. Nie mogli pojąć, co tak naprawdę się stało.

Wyznawcy Jezusa byli rozczarowani i zawiedzeni oraz czuli się opuszczeni. To były najtrudniejsze dni w ich życiu. Nie rozumieli, że była to tylko krótka chwila w najwspanialszej historii wszech czasów. Gdy tak we dwóch wędrowali do Emaus, sam Jezus przyłączył się do nich i poszedł z nimi.

Gdy dwaj uczniowie w końcu rozpoznali Jezusa, wyruszyli niezwłocznie w drogę powrotną do Jerozolimy, by opowiedzieć to, czego doświadczyli (zob. Łk 24,33-34). Tego samego wieczora Jezus spotkał się ze swoimi uczniami. Gdy nagle pojawił się wśród nich, byli przerażeni. On zaś zapytał:

— „Czemu jesteście zatrwożeni i czemu wątpliwości budzą się w waszych sercach?” (Łk 24,38).

Podobne pytanie Jezus kieruje dzisiaj do nas. Tak często zapominamy, że On idzie z nami nawet ciemną doliną. Bardzo często nie rozpoznajemy Go, choć słyszymy Jego głos. Zapominamy, że nasza historia nie kończy się tu i teraz. Gdy jesteśmy uciśnieni, pozwalamy, by zwątpienie zakradało się do naszych serc i nie pamiętamy, że w rękach Jezusa zawsze jesteśmy bezpieczni. Nieraz zdarza nam się sądzić, że wiemy lepiej niż Jezus, co naprawdę dzieje się w naszym życiu (zob. Łk 24,18).